ha! i w weekend jednak udało się gdzieś pojechać! nie był to może Poznań, ani Warszawa ani nawet Berlin tak, jak planowałam, ale wyjazd w sam sobie oceniam jako bardzo udany mimo niesprzyjającej pogody.
pociągiem jechałam około godziny a droga minęła bardzo szybko. na samym początku pogoda była idealna: trochę wiało ale było w zasadzie ciepło ale później już niestety zaczął kropić deszcz i tak już zostało do samego powrotu do domu.
miasteczko samo w sobie bardzo mi się spodobało. wiele miejsc było moim zdaniem podobnych do innych dolnośląskich miejscowości, szczególnie nieduży rynek. jak na niedzielę - ulice były prawie puste. ludzie pojawiali się jedynie po zakończeniu mszy w pobliskim kościele a w restauracjach czy kawiarniach miało się wrażenie, że wszyscy doskonale się znają.
sklepy z bolesławiecką ceramiką były zamknięte, więc żadnych łupów ze sobą nie przywiozłam.
ale miejsce, które szczególnie mnie urzekło (nie, nie, nie była to urzekająco piękna piramida:p) był długi i ogromny wiadukt. był po prostu cudowny!
spodobał mi się również malutki dworzec pkp i aż żałuję, że nie zrobiłam na nim a konkretniej wewnątrz dworca żadnych zdjęć.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz