z całą pewnością mogę dzisiaj powiedzieć, że w lidlu odbywa się jakiś podejrzany zlot emerytów i rencistów. byłam tam dzisiaj aż trzy razy i za każdym razem musiałam wieki odczekać w kolejce, by móc się stamtąd wydostać. nie wspomnę już o tym, że przejście przez sklep musiało się odbywać bardzo spowolnionym slalomem, bo przecież wszystko trzeba pooglądać ;) a trzy razy byłam tam dzisiaj dlatego, że postanowiłam kisić ogóry! a że ja to ja, więc ganiać trzeba była aż kilka razy.
w zeszłym roku trochę w formie zabicia czasu, trochę z nieokiełznanej kobiecej ciekawości a również i trochę dla zabawy postanowiłam zrobić kilka słoiczków z ogórkami własnej roboty. zrobiłam trzy, potem jeszcze dwa i bardzo szybko pożałowałam, że tylko tyle.
tak więc w tym roku wzięłam sprawy w swoje ręce już zawczasu i tym samym dzisiaj moja produkcja ogórów ruszyła pełną parą i póki co - zatrzymała się na 7 słoikach i z pewnością nie zamierzam na tym poprzestać :) jak widać - nie działałam sama, tu muszę nadmienić, że dzielnie asystował we wszystkim i nadzorował moje poczynania Mandaryn Kot a właściwie Miniaturowy Tygrys Mandaryński, który na czym, jak na czym, ale na kiszeniu ogórów to zna się jak mało kto.
no a kisić trzeba szybciutko, bo podobno jakaś większa wyprawa rowerowa za granicę się szykuje, więc później może już nie być na to czasu... ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz